sie, ¿e krzyczałas...

- To potrwa tylko chwilę.
Nagle usłyszała ciche pukanie. Zerwała się, podbiegła do drzwi i znowu zaczęła w nie
poczuć jego silne, ciepłe ręce na swojej nagiej skórze.
Ciszę nocy rozdarł przeraźliwy krzyk. Matka nie żyje. Ktoś ją zamordował. Santos zgiął się wpół i zwymiotował na lśniące buty policjanta o dziecięcej twarzy.
dziła na dół, bezszelestnie zsuwając się po stopniach, ni-
— Nie. Jeżeli może przyjechać, aby się z nami spotkać, to znaczy, że jej wolno wychodzić.
jak dobrze mieć potężnego protektora.
- Albo wygodą?
zdenerwowanego. Nadepnęła cię w walcu?
Mama z dziećmi wyszła z kabiny. Idąc do drzwi, rzuciła
- Tamtej nocy nie okazywałeś tego - zauważyła i natychmiast pożałowała swoich słów.
- Dlaczego?
się i ruszył w stronę domu. - Dobranoc.
- Lucienie, to za dużo - zaprotestowała. - Już dałeś mi więcej, niż się spodziewałam.

piosenkarce i szło jej całkiem nieźle, może śpiewała trochę monotonnie, ale Rossowi było wszystko jedno.

- Będę z Karoliną - powiedziała i ruszyła w stronę wejścia do domu.
- Nie. Więc nie przeprosisz? Nawet przez wzgląd na pamięć mojej matki, a twojej
korytarz oblany blaskiem księżyca.

Krew od razu żywiej zaczęła krążyć mu w żyłach. Sam nie wiedział, jak długo stał

O Bo¿e, co teraz? Jak Marla wyjasni swoja obecnosc w
drzwiczki.
82

- Nie! - Hope podciągnęła kołdrę pod brodę i wpiła w nią palce tak mocno, że zaczęły drętwieć. Drżała na całym ciele w ataku niezrozumiałej paniki. - Nie mogę.

- Có¿, sadze, ¿e w koncu poddałem sie presji rodziny.
wra¿enie, ¿e zaraz umrze. Bóg jeden wie, ¿e na to zasłu¿ył.
lat? Dziesiec? Dwanascie?